czwartek, 14 kwietnia 2011

Rozdział I

Londyn, 2011rok
Bardzo dużo się tu zmieniło. Ulice, domy i inne budynki są całkiem inne niż w XIX wieku. Telewizory, komórki, komputery, a przede wszystkim internet teraz były codziennością dla każdego mieszkańca Londynu. Nie tylko otoczenie się zmieniło. Również ludzie stali się bardziej nowocześni. Anna doskonale znała ten nowy świat. Jako uczennica ostatniej klasy liceum najwięcej wiedziała o  życiu dzisiejszej młodzieży. Większość jej koleżanek już dawno miała za sobą swój ''pierwszy raz''. Dawniej seks przed ślubem był czymś strasznym. . . wstydem dla dziewczyny, a chwalenie się tym było więcej niż nietaktowne. To co robiły czasami nawet młodsze od Anny dziewczyny bolało wampirzycę. Może i była staroświecka, ale za to miała jeszcze swoją cnotę pomimo, że żyła już około 200 lat. Poczuła głód. Nie, nie zabolał jej brzuch ani nic w tym rodzaju. Spragnione wampiry pieką kły. Musiała się napić. Ruszyła w kierunku szpitala. Spojrzała na zegarek. ''Cholera''-zaklęła w myślach. Miała jeszcze tylko pięć minut na posilenie się i dotarcie do szkoły. Rozejrzała się wokół siebie. Na ulicy było pełno ludzi. ''Nie dobrze''-pomyślała. Nie miała szans, aby pobiec w swoim, nadludzko szybkim tempie przy tylu śmiertelnikach. Mógłby być pośród nich jakiś pogromca. Od 1825r. było ich coraz więcej. Jak na złość, w Londynie powstało ich stowarzyszenie. Mieściło się kilka przecznic dalej. Wpadła na pewien pomysł i od razu go zrealizowała. Podeszła do jakiegoś chłopaka i użyła uroku, który doskonale opanowała. Była mistrzynią manipulacji. Poprosiła biedaka o to, aby pokazał jej gdzie jest najbliżej toaleta. Świetnie wiedziała o jej położeniu, dlatego wybrała właśnie ten obiekt. Oczarowany młodzieniec wszedł w ciasną uliczkę i pokazał jej WC. Wtedy Anna zrobiła to, co musiała. Po kilku sekundach miała przed sobą trupa.
-Nawet smaczny byłeś, kotku.-Szepnęła i odeszła. Jednak, gdy uciekała z miejsca zabójstwa ktoś rzucił się na nią. Z łatwością go odepchnęła i skręciła mu kark. Z paskudnym uśmieszkiem na twarzy wytarła zakrwawione ręce o jedwabną chusteczkę. Walka z jednym człowiekiem nie sprawiała jej najmniejszych trudności. ''Chwila. . . oni nigdy nie walczą z naszymi pojedynczo''-pomyślała. Sekundę później już leżała na ziemi obezwładniona przez 3 pogromców. Wtedy podszedł do niej wysoki i umięśniony młody brunet. Musiał być przywódcą tego polowania. Podszedł do Anny i wbił jej drewniany kołek w brzuch. Wtedy dziewczyna krzyknęła. Drewno było bardzo niebezpieczne dla wampirów.
-Nie ładnie tak manipulować uczuciami chłopaków i jeszcze wgryzać im się w żyły. Oj niegrzeczna dziewczynka.-Odezwał się przywódca i kopnął obolałe ciało Anny, a ta znów krzyknęła z bólu. Później spróbowała zawarczeć. Nie udało jej się to. Z jej gardła wydobył się tylko niewyraźny bełkot. Pogromcy zaczęli się śmiać i wbijać w nią drzazgi. Chciała umrzeć. Wolała śmierć od tak strasznego bólu. Zabiła człowieka. Pierwszy raz w swoim życiu. Czuła się okropnie. Bolało ją wszystko. Ciało i dusza. . . o ile ją miała. Z jej oczu kapały na zimną ziemię łzy. Nagle zachciało jej się spać. Przymknęła oczy i uśmiechnęła się. Umierała, a była już martwa. To nawet było przyjemne. Najważniejsze, że już nie bolało. Tylko to ją wcześniej martwiło. Ujrzała twarz anioła. . . jednak trafiła do nieba. . . Usłyszała głos. Ktoś wołał, chyba do niej. To ona nazywa się Anna? W jej głowie brzęczały różne słowa, wypowiadane przez jedną osobę.''Nie umieraj Anno, nie rób mi tego, wytrzymaj jeszcze chwilę''. Znała ten głos. Znała. Tylko nie wiedziała skąd. Spróbowała całkowicie otworzyć oczy. Znów zobaczyła twarz anioła. Tylko teraz była zdecydowanie wyraźniejsza i bardziej realna. Wpatrywała się przez chwilę w tą niebiańską istotę. Po chwili przeniosła swoje błękitne oczy  na niebo. Południe. Słońce bardzo mocno świeciło. Oślepił ją jego blask. Spuściła wzrok. Zobaczyła kościół, do którego przychodziła co niedzielę. Wiązała z nim wiele wspomnień. Teraz zdołała przywołać tylko jedno. Pogrzeb swojego towarzysza Benjamina. Zabili go ci okrutni pogromcy wampirów. Tak jak ją. Może wkrótce spotka swojego przyjaciela? Może on tez trafił do nieba? I czemu tamten kościół był w niebie? Nie rozumiała wielu rzeczy. Z tych rozważań wytrącił ją ból. Jej żyły znów płonęły. Zapadła ciemność. . .

__________________
http://www.youtube.com/watch?v=N4oXGUog4bY
Piosenka kolegi^^

1 komentarz:

  1. Benjamin umarł? No nie... Juz zaczęłam się do niego przywiązywac. A co z Anną? Musi przezyc ;P No dobra już nie piszę tych głupot tylko biorę się za czytanie kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń