Her life is a nightmare ...
Love, blood, lie...
piątek, 3 czerwca 2011
Rozdział V
Anna była załamana. Jej Benjamin nie żył, a ona wcale nie była bezsilna. Mogła go wskrzesić. Mogła...wystarczyłoby tylko odprawić jakiś tam rytuał i on znów chodziłby po krętych drogach VampiresCity. Jednak Jack ją tu więził...mówił, że nie da Annie zginąć. Martwił się o nią? Nie...raczej zależało mu na jej pół-anielskiej krwi. ''Żałosne''-pomyślała wampirzyca. Za pół godziny miał tu być Jack. Córka nocy wcale nie ufała temu chłopakowi. Z jakiegoś powodu nie wzbudzał jej zaufania. Znała go krótko...zaledwie kilka dni, chociaż przebywała z nim o wiele dłużej. Potrafiła określić jego osobowość. Jack był typowym przystojnym, seksownie chamskim facetem. Uwielbiał ratować niewinne damy, ale również je porywać.
czwartek, 2 czerwca 2011
Rozdział IV
Anna poczuła silny zapach perfum. Otworzyła oczy, żeby zobaczyć gdzie jest. Pomieszczenie, w którym się znajdowała było słabo wyposażone. Pod bordową ścianą stała wielka szafa. Obok niej znajdowało się wygodne łoże, na którym leżała wampirzyca. Przed nim stał nakryty wykwintnym jedzeniem stolik. Jedynym źródłem światła w tym miejscu był kryształowy żyrandol. Pokój był pozbawiony okien. Dopiero po chwili Anna zauważyła żelazne kraty oddzielające pomieszczenie od reszty domu. Nie...to nie był dom, tylko więzienie, które wcale nie było podobne do zwyczajnych więzień. Luksus jaki w nim panował, był zachwycający. Jednak Annę przerażała cisza, która aż kuła ją w uszy. Nagle przerwał ją głos, który już kiedyś słyszała. Tylko jedna osoba mogła mówić tak nonszalanckim tonem. ''Jack''. Pomyślała.
-Anno...jak ci się podoba twój nowy pokój?
-Czego chcesz?!-Zapytała Anna sama zdziwiona tym ile chłodu i jadu zdołała zamieścić w jednym zdaniu.
-Chyba nie tak cię wychowywano, milady. Chociaż...ja też nie zachowałem się jak dżentelmen. Pozwól mi się przeprosić za tamtą noc, Anno.-Odpowiedział jej Jack.
-Przeprosić? To stanowczo za mało. Mogę się dowiedzieć wreszcie czemu tutaj zostałam zaciągnięta?
-Potrzebna mi była odrobina twojej krwi.
-Ty...ty...
-Wiem, wiem...to nie było uczciwe zagranie. Najpierw powinienem cię zapytać o zdanie. Jednak byłaś nieprzytomna, a ja potrzebowałem wtedy twojej, wampirzej krwi.
-W jakim celu i czemu akurat mojej?
-Nie jesteś zwykłą wampirzycą. Jesteś...hmm...trudno to nazwać...kojarzysz historię Spidermana? Ugryzł go pająk i dostał supermoce.
-Mnie też ugryzł pająk? Jestem wampirem...to niemożliwe. Zwierzęta się mnie boją.
-Nie. Nie ciebie. To był tylko przykład. Z tobą jest nie do końca jak ze Spidermanem. Ciebie nic nie ugryzło. Nawet odwrotnie. Ty ugryzłaś kogoś.
-Mógłbyś już przejść do rzeczy?
-A co ja robię? Bądź bardziej cierpliwa. Pozwól, że skończę. Ugryzłaś pół-anioła. Jego krew dała ci więcej niż miałaś. Nie zauważyłaś niczego od tamtej pory?
-Nie. Niczego.
-Aha. Może po prostu jeszcze nie odkryłaś, że masz prorocze wizje i możesz wskrzeszać zmarłych.
-Co?
-Widzisz rzeczy, które się spełniają, dajesz życie ludziom, którzy go już nie mają.
-Aha. Tylko, że ja zupełnie nie mam pojęcia, jak doprowadzić do wizji i do wskrzeszenia.
-Nauczę cię tego. Musisz tylko oddać mi maleńką przysługę.
-Jaką?
-Oddaj mi jeszcze trochę swojej krwi.-Zażądał beztrosko Jack.
-Dobrze, ale tylko wtedy jeśli powiesz mi do czego jest ci ona potrzebna.
-No skoro mnie tak prosisz. Nie mam przed tobą nic do ukrycia. Jesteś niegroźna. Chcę być taki jak ty.
-Dobrze. Rozumiem, że później mogę odejść.
-Nie. Na zewnątrz jest niebezpiecznie. Trwa wojna pomiędzy The Worst Hell, a VampiresCity.
-Co?!
-Byłaś nie przytomna przez dwa miesiące. Myśleliśmy, że cię straciliśmy.
-Myśleliście?
-Tak. Benjamin tu był.
-Benjamin! Gdzie on jest? Czy nic mu nie jest? Bierze udział w wojnie?
-Benjamin poległ. On nie żyje.
-Nie. To nie prawda...nie on.- Anna poczuła, że kręci jej się w głowie.
-To niestety prawda.
-Powiedziałeś mi, że mogę wskrzeszać zmarłych. Proszę wypuść mnie, żebym mogła wskrzesić Benjamina.
-Nie. Mówiłem, że na zewnątrz jest niebezpiecznie. Możesz umrzeć.
-Pieprzyć wojnę, pieprzyć życie! Bez Benjamina nie ma już sensu.
-Nie. Wrócę jutro. Jestem zmęczony. Ty też powinnaś odpocząć. Nie wyglądasz dobrze.
Jack odszedł. Zostawił Annę samą ze swoim bólem. Wampirzyca nie mogła znieść myśli, że Benjamin nie żyje...jej Benjamin. Anna skuliła się na łóżku. Po jej policzkach łzy, które najpierw delikatnie kapały na jej twarz teraz lały się strumieniami.
-Anno...jak ci się podoba twój nowy pokój?
-Czego chcesz?!-Zapytała Anna sama zdziwiona tym ile chłodu i jadu zdołała zamieścić w jednym zdaniu.
-Chyba nie tak cię wychowywano, milady. Chociaż...ja też nie zachowałem się jak dżentelmen. Pozwól mi się przeprosić za tamtą noc, Anno.-Odpowiedział jej Jack.
-Przeprosić? To stanowczo za mało. Mogę się dowiedzieć wreszcie czemu tutaj zostałam zaciągnięta?
-Potrzebna mi była odrobina twojej krwi.
-Ty...ty...
-Wiem, wiem...to nie było uczciwe zagranie. Najpierw powinienem cię zapytać o zdanie. Jednak byłaś nieprzytomna, a ja potrzebowałem wtedy twojej, wampirzej krwi.
-W jakim celu i czemu akurat mojej?
-Nie jesteś zwykłą wampirzycą. Jesteś...hmm...trudno to nazwać...kojarzysz historię Spidermana? Ugryzł go pająk i dostał supermoce.
-Mnie też ugryzł pająk? Jestem wampirem...to niemożliwe. Zwierzęta się mnie boją.
-Nie. Nie ciebie. To był tylko przykład. Z tobą jest nie do końca jak ze Spidermanem. Ciebie nic nie ugryzło. Nawet odwrotnie. Ty ugryzłaś kogoś.
-Mógłbyś już przejść do rzeczy?
-A co ja robię? Bądź bardziej cierpliwa. Pozwól, że skończę. Ugryzłaś pół-anioła. Jego krew dała ci więcej niż miałaś. Nie zauważyłaś niczego od tamtej pory?
-Nie. Niczego.
-Aha. Może po prostu jeszcze nie odkryłaś, że masz prorocze wizje i możesz wskrzeszać zmarłych.
-Co?
-Widzisz rzeczy, które się spełniają, dajesz życie ludziom, którzy go już nie mają.
-Aha. Tylko, że ja zupełnie nie mam pojęcia, jak doprowadzić do wizji i do wskrzeszenia.
-Nauczę cię tego. Musisz tylko oddać mi maleńką przysługę.
-Jaką?
-Oddaj mi jeszcze trochę swojej krwi.-Zażądał beztrosko Jack.
-Dobrze, ale tylko wtedy jeśli powiesz mi do czego jest ci ona potrzebna.
-No skoro mnie tak prosisz. Nie mam przed tobą nic do ukrycia. Jesteś niegroźna. Chcę być taki jak ty.
-Dobrze. Rozumiem, że później mogę odejść.
-Nie. Na zewnątrz jest niebezpiecznie. Trwa wojna pomiędzy The Worst Hell, a VampiresCity.
-Co?!
-Byłaś nie przytomna przez dwa miesiące. Myśleliśmy, że cię straciliśmy.
-Myśleliście?
-Tak. Benjamin tu był.
-Benjamin! Gdzie on jest? Czy nic mu nie jest? Bierze udział w wojnie?
-Benjamin poległ. On nie żyje.
-Nie. To nie prawda...nie on.- Anna poczuła, że kręci jej się w głowie.
-To niestety prawda.
-Powiedziałeś mi, że mogę wskrzeszać zmarłych. Proszę wypuść mnie, żebym mogła wskrzesić Benjamina.
-Nie. Mówiłem, że na zewnątrz jest niebezpiecznie. Możesz umrzeć.
-Pieprzyć wojnę, pieprzyć życie! Bez Benjamina nie ma już sensu.
-Nie. Wrócę jutro. Jestem zmęczony. Ty też powinnaś odpocząć. Nie wyglądasz dobrze.
Jack odszedł. Zostawił Annę samą ze swoim bólem. Wampirzyca nie mogła znieść myśli, że Benjamin nie żyje...jej Benjamin. Anna skuliła się na łóżku. Po jej policzkach łzy, które najpierw delikatnie kapały na jej twarz teraz lały się strumieniami.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Rozdział III
Od przybycia do VampiresCity życie Anny prawie się nie zmieniło. Prawie całe dnie spędzała na treningach i nauce. Miała naprawdę mało czasu na rozrywki. Coraz rzadziej widywała się z Benjaminem. Może to nie był dobry pomysł, żeby tu przyjechać. Jednak VC było doskonale chronione i tutaj jeszcze nigdy nie zginął żaden wampir. . . prawie żaden. 500 lat temu odbyła się tu straszna bitwa. Dzieci nocy żyją zgodnie ze swoimi prawami, ale niektórzy krwiopijcy ich nie przestrzegają i stworzyli własne. Z tego powodu byli wyganiani z VC i stworzyli własne miasto. Nazwali je The Worst Hell. Mieszkaniec VC, który przez przypadek zapuścił się na teren TWH nie miał najmniejszych szans na opuszczenie tego ziemskiego piekła.
Anna była już naprawdę znudzona. Kiedy tu jechała miała nadzieję na to, że dużo się tu będzie działo. W końcu wampiry to naprawdę zaskakujące istoty. Okazało się, że tutaj ich żywot nie różni się wcale od życia człowieka. Czuła się jeszcze gorzej niż w Londynie. Tam przynajmniej mogła się pobawić ze swoimi ukochanymi pogromcami. A w VampiresCity liczyła się tylko nauka i liczne treningi. Nie chciała zmarnować tu kolejnych 200 lat, jak zrobiła to w Londynie. Nie mogła stąd wyjechać. To Benjamin decydował o tym, co ma robić, z kim przebywać i o wielu innych rzeczach. To ją denerwowało. Owszem Anna kocha Benjamina, ale ma chyba prawo decydować o swoim losie. . . nie, nie ma go. Musi coś zrobić. . .ucieknie. Tylko jak? VC było przecież tak znakomicie chronione. Jednak kilka osób doskonale znało miasto włącznie z tajnymi przejściami. Szczególnie jeden chłopak. . . od niego nawet łatwo będzie wyciągnąć kilka faktów. Anna cicho wyszła z pokoju i udała się w stronę mieszkania Jack'a. Kiedy już stała przed drzwiami zapukała. Chwilę później pojawił się w nich bardzo przystojny wampir.
-Hej. Nie przeszkadzam?-Zapytała Anna.
-Nie. Wejdź.-Odpowiedział Jack.
-Słuchaj mam do ciebie małą prośbę.
-No. . .jaką?
-Mógłbyś mi powiedzieć jak mogę uciec z VampiresCity?
-Hmmm. . . już wyjeżdżasz? Jeszcze dobrze nie zdążyłem cię poznać.
-Tak. . . strasznie tu nudno.
-Szkoda. Powiem ci to, ale oczywiście nie za darmo.
-Dobrze. Za co?
-Niech się zastanowię. . . pójdę razem z tobą.-Anna spodziewała się, że Jack poprosi ją o pieniądze, a nie o wspólną podróż.
-Okey. Tylko wyruszam już teraz.
-Super. Jesteś spakowana?
-Tak. Walizka jest na korytarzu.
-W takim razie możemy iść.
-Jak to? A ty już jesteś spakowany?
-Tak. Miałem jechać do swojego wuja.
-Aha. To chodźmy. Prowadź.
Obydwoje wyszli z pokoju i ruszyli korytarzem w stronę jadalni. Kiedy już tam byli Jack podszedł do obrazu przedstawiającego młodą kobietę. Wbił w jej odsłoniętą szyję kły. Malowidło odsunęło się i ukazało ciemny tunel.
-Panie mają pierwszeństwo.-Powiedział Jack i wskazał na przejście.
Anna pierwsza wskoczyła do otworu, a zaraz za nią zrobił to Jack. Nagle obraz powrócił na swoje miejsce i w korytarzyku stało się całkowicie ciemno. Jack wyciągnął latarkę i oświetlił drogę. Dopiero teraz Anna zauważyła, że ściany są pokryte dziwnymi symbolami. Wampirzyca zastanawiała się co mogą oznaczać. Jeszcze raz spojrzała na znaki. Zatrzymała się. Z jej ust zdołał wydobyć się tylko krzyk i kilka wyrazów:
-Wampirzyca, The Worst Hell, ból, śmierć, nieeee.
Anna zrozumiała, że Jack wcale nie miał dobrych zamiarów wobec niej. Chciała uciec, lecz nie miała gdzie. Nagle krwiopijca złapał ją i wbił w jej ramię strzykawkę z toksyczną dla stworzeń jej gatunku werbenę. Poczuła straszny ból głowy. Czuła, że jej czaszka zaraz eksploduje. Nie mogła nic zrobić. Przestała krzyczeć.
-Kocham cię, Benjaminie.-Wyszeptała i jej ciało bezwładnie zawisło w ramionach Jack'a.
Anna była już naprawdę znudzona. Kiedy tu jechała miała nadzieję na to, że dużo się tu będzie działo. W końcu wampiry to naprawdę zaskakujące istoty. Okazało się, że tutaj ich żywot nie różni się wcale od życia człowieka. Czuła się jeszcze gorzej niż w Londynie. Tam przynajmniej mogła się pobawić ze swoimi ukochanymi pogromcami. A w VampiresCity liczyła się tylko nauka i liczne treningi. Nie chciała zmarnować tu kolejnych 200 lat, jak zrobiła to w Londynie. Nie mogła stąd wyjechać. To Benjamin decydował o tym, co ma robić, z kim przebywać i o wielu innych rzeczach. To ją denerwowało. Owszem Anna kocha Benjamina, ale ma chyba prawo decydować o swoim losie. . . nie, nie ma go. Musi coś zrobić. . .ucieknie. Tylko jak? VC było przecież tak znakomicie chronione. Jednak kilka osób doskonale znało miasto włącznie z tajnymi przejściami. Szczególnie jeden chłopak. . . od niego nawet łatwo będzie wyciągnąć kilka faktów. Anna cicho wyszła z pokoju i udała się w stronę mieszkania Jack'a. Kiedy już stała przed drzwiami zapukała. Chwilę później pojawił się w nich bardzo przystojny wampir.
-Hej. Nie przeszkadzam?-Zapytała Anna.
-Nie. Wejdź.-Odpowiedział Jack.
-Słuchaj mam do ciebie małą prośbę.
-No. . .jaką?
-Mógłbyś mi powiedzieć jak mogę uciec z VampiresCity?
-Hmmm. . . już wyjeżdżasz? Jeszcze dobrze nie zdążyłem cię poznać.
-Tak. . . strasznie tu nudno.
-Szkoda. Powiem ci to, ale oczywiście nie za darmo.
-Dobrze. Za co?
-Niech się zastanowię. . . pójdę razem z tobą.-Anna spodziewała się, że Jack poprosi ją o pieniądze, a nie o wspólną podróż.
-Okey. Tylko wyruszam już teraz.
-Super. Jesteś spakowana?
-Tak. Walizka jest na korytarzu.
-W takim razie możemy iść.
-Jak to? A ty już jesteś spakowany?
-Tak. Miałem jechać do swojego wuja.
-Aha. To chodźmy. Prowadź.
Obydwoje wyszli z pokoju i ruszyli korytarzem w stronę jadalni. Kiedy już tam byli Jack podszedł do obrazu przedstawiającego młodą kobietę. Wbił w jej odsłoniętą szyję kły. Malowidło odsunęło się i ukazało ciemny tunel.
-Panie mają pierwszeństwo.-Powiedział Jack i wskazał na przejście.
Anna pierwsza wskoczyła do otworu, a zaraz za nią zrobił to Jack. Nagle obraz powrócił na swoje miejsce i w korytarzyku stało się całkowicie ciemno. Jack wyciągnął latarkę i oświetlił drogę. Dopiero teraz Anna zauważyła, że ściany są pokryte dziwnymi symbolami. Wampirzyca zastanawiała się co mogą oznaczać. Jeszcze raz spojrzała na znaki. Zatrzymała się. Z jej ust zdołał wydobyć się tylko krzyk i kilka wyrazów:
-Wampirzyca, The Worst Hell, ból, śmierć, nieeee.
Anna zrozumiała, że Jack wcale nie miał dobrych zamiarów wobec niej. Chciała uciec, lecz nie miała gdzie. Nagle krwiopijca złapał ją i wbił w jej ramię strzykawkę z toksyczną dla stworzeń jej gatunku werbenę. Poczuła straszny ból głowy. Czuła, że jej czaszka zaraz eksploduje. Nie mogła nic zrobić. Przestała krzyczeć.
-Kocham cię, Benjaminie.-Wyszeptała i jej ciało bezwładnie zawisło w ramionach Jack'a.
piątek, 15 kwietnia 2011
Rozdział II
Anna otworzyła oczy i usiadła na łóżku. Była w jakimś dziwnym pokoju. Nie pamiętała jak się tu znalazła. Podeszła do ogromnego lustra wiszącego na bordowej ścianie. Była w samej bieliźnie. Jej ciało było całe pokaleczone. Mając przed sobą obraz tak okropnie wyglądającej siebie Anna przypomniała sobie o tym, co ją wczoraj spotkało. Jednak nie umarła. Tylko kim był tamten anioł? Postanowiła odszukać swojego wybawiciela. Otworzyła ogromne drzwi i ujrzała w nich. . . Benjamina?! Przecież on nie żyje. Może to wyobraźnia płata jej figle? Nie wierząc w to, że to nie jego zjawa stoi przed nią złapała jego dłoń. ''Jak to możliwe?''-pomyślała. Jeszcze przez pół minuty stała patrząc się rozszerzonymi oczami na Benjamina. Chłopak odezwał się do niej pierwszy.
-To naprawdę ja.-Powiedział patrząc się na nią z czułością, czego jeszcze nigdy nie robił.
Dopiero po tych słowach Anna zrozumiała, że jej twórca nie przebywa wśród zmarłych. Pocałowała go. Nie była do końca pewna czemu to zrobiła. Może z szoku, tęsknoty, albo miłości. Miłości . . . gdy go dzisiaj zobaczyła wreszcie uświadomiła sobie, że go kocha. Teraz całowała go tak, jak jeszcze nikogo nigdy nie całowała. Nic i nikt nie mogło ich od siebie oderwać. On był jej, a ona jego. . . należeli do siebie. Jak mogła nie zauważyć takiego silnego uczucia w ciągu dwustu lat? Teraz to się nie liczyło. Chciała tylko Benjamina. Nagle chłopak przestał i oddalił się od wampirzycy.
-Musisz być głodna. Nic nie jadłaś od wczoraj.-Powiedział Benjamin.
-O tak. Jestem i to bardzo.-Nie mogła zaprzeczyć, bo kły strasznie ją piekły.
-W lodówce jest krew.
-Aha. Chodź ze mną, proszę.
-Dobrze.
-Myślałam, że nie żyjesz.
-I tak było. Umarłem Anno. Jednak każdy wampir, który zmienił kiedyś człowieka musi się nim zaopiekować do końca życia.
-Czyli zostaniesz dopóki ja nie umrę?-Spytała Anna jednocześnie otwierając drzwiczki lodówki i wyciągając krew.-Chcesz trochę?-Wskazała na woreczek z czerwonym płynem.
-Nie. Dopiero jadłem.
-Okey.
-Musimy się stąd wyprowadzić. . . nie możemy przebywać tak blisko pogromców.
-Kiedy?
-Dzisiaj. Zaraz jak skończysz.
-Dobrze.
-Tylko najpierw się ubierz.-Powiedział lekko zawstydzony Benjamin.
-Ach...-Westchnęła Anna.
-I nazywaj mnie Ben. Benjamin to stare imię i bardzo często noszą je wampiry w moim wieku. To mogłoby nas zdradzić podczas podróży.
-Jasne. Gdzie wyjedziemy?
-Do takich jak my. Istnieje jedno miasto na Ziemi, w którym mieszkają same dzieci nocy.
-A ludzie nie dotrą nigdy do niego?
-Nie. Nie mają na to najmniejszych szans. Droga do VampiresCity jest bardzo skomplikowana.
-Aha. Ja pójdę się przebrać.-Oznajmiła Anna.gdy skończyła pić.
-A twoje rany?
-Już się zrosły.-Wampiry posiadają umiejętność szybkiej regeneracji.
Kilka godzin później byli już na miejscu. Miasto było bardzo podobne do innych, ludzkich miast. Tylko zamiast barów i restauracji w VC były budynki z karmicielami. (Karmicielami były osoby, które dobrowolnie oddawały swoją krew wampirom.) Anna i Benjamin ruszyli w stronę swojej nowej szkoły. Tam też były ich pokoje.
Anna rzuciła walizkę na podłogę. Wyciągnęła pamiętnik i zapisała z w nim niezbyt ładnym pismem parę zdań. Przeczytała je i skreśliła wszystkie. Uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała już jaka chce być.
Dzisiaj zaczęłam nowe życie. Nie chcę już wracać do przeszłości. Mam nadzieję, że nie będę musiała. Wspomnienia przynosiły mi wcześniej tylko ból. Nie mogę wciąż być tą samą dziewczyną z XIX wieku. Muszę się zmieniać wraz z nowymi pokoleniami.
Dopiero po tych słowach Anna zrozumiała, że jej twórca nie przebywa wśród zmarłych. Pocałowała go. Nie była do końca pewna czemu to zrobiła. Może z szoku, tęsknoty, albo miłości. Miłości . . . gdy go dzisiaj zobaczyła wreszcie uświadomiła sobie, że go kocha. Teraz całowała go tak, jak jeszcze nikogo nigdy nie całowała. Nic i nikt nie mogło ich od siebie oderwać. On był jej, a ona jego. . . należeli do siebie. Jak mogła nie zauważyć takiego silnego uczucia w ciągu dwustu lat? Teraz to się nie liczyło. Chciała tylko Benjamina. Nagle chłopak przestał i oddalił się od wampirzycy.
-Musisz być głodna. Nic nie jadłaś od wczoraj.-Powiedział Benjamin.
-O tak. Jestem i to bardzo.-Nie mogła zaprzeczyć, bo kły strasznie ją piekły.
-W lodówce jest krew.
-Aha. Chodź ze mną, proszę.
-Dobrze.
-Myślałam, że nie żyjesz.
-I tak było. Umarłem Anno. Jednak każdy wampir, który zmienił kiedyś człowieka musi się nim zaopiekować do końca życia.
-Czyli zostaniesz dopóki ja nie umrę?-Spytała Anna jednocześnie otwierając drzwiczki lodówki i wyciągając krew.-Chcesz trochę?-Wskazała na woreczek z czerwonym płynem.
-Nie. Dopiero jadłem.
-Okey.
-Musimy się stąd wyprowadzić. . . nie możemy przebywać tak blisko pogromców.
-Kiedy?
-Dzisiaj. Zaraz jak skończysz.
-Dobrze.
-Tylko najpierw się ubierz.-Powiedział lekko zawstydzony Benjamin.
-Ach...-Westchnęła Anna.
-I nazywaj mnie Ben. Benjamin to stare imię i bardzo często noszą je wampiry w moim wieku. To mogłoby nas zdradzić podczas podróży.
-Jasne. Gdzie wyjedziemy?
-Do takich jak my. Istnieje jedno miasto na Ziemi, w którym mieszkają same dzieci nocy.
-A ludzie nie dotrą nigdy do niego?
-Nie. Nie mają na to najmniejszych szans. Droga do VampiresCity jest bardzo skomplikowana.
-Aha. Ja pójdę się przebrać.-Oznajmiła Anna.gdy skończyła pić.
-A twoje rany?
-Już się zrosły.-Wampiry posiadają umiejętność szybkiej regeneracji.
Kilka godzin później byli już na miejscu. Miasto było bardzo podobne do innych, ludzkich miast. Tylko zamiast barów i restauracji w VC były budynki z karmicielami. (Karmicielami były osoby, które dobrowolnie oddawały swoją krew wampirom.) Anna i Benjamin ruszyli w stronę swojej nowej szkoły. Tam też były ich pokoje.
Anna rzuciła walizkę na podłogę. Wyciągnęła pamiętnik i zapisała z w nim niezbyt ładnym pismem parę zdań. Przeczytała je i skreśliła wszystkie. Uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała już jaka chce być.
czwartek, 14 kwietnia 2011
Rozdział I
Londyn, 2011rok
Bardzo dużo się tu zmieniło. Ulice, domy i inne budynki są całkiem inne niż w XIX wieku. Telewizory, komórki, komputery, a przede wszystkim internet teraz były codziennością dla każdego mieszkańca Londynu. Nie tylko otoczenie się zmieniło. Również ludzie stali się bardziej nowocześni. Anna doskonale znała ten nowy świat. Jako uczennica ostatniej klasy liceum najwięcej wiedziała o życiu dzisiejszej młodzieży. Większość jej koleżanek już dawno miała za sobą swój ''pierwszy raz''. Dawniej seks przed ślubem był czymś strasznym. . . wstydem dla dziewczyny, a chwalenie się tym było więcej niż nietaktowne. To co robiły czasami nawet młodsze od Anny dziewczyny bolało wampirzycę. Może i była staroświecka, ale za to miała jeszcze swoją cnotę pomimo, że żyła już około 200 lat. Poczuła głód. Nie, nie zabolał jej brzuch ani nic w tym rodzaju. Spragnione wampiry pieką kły. Musiała się napić. Ruszyła w kierunku szpitala. Spojrzała na zegarek. ''Cholera''-zaklęła w myślach. Miała jeszcze tylko pięć minut na posilenie się i dotarcie do szkoły. Rozejrzała się wokół siebie. Na ulicy było pełno ludzi. ''Nie dobrze''-pomyślała. Nie miała szans, aby pobiec w swoim, nadludzko szybkim tempie przy tylu śmiertelnikach. Mógłby być pośród nich jakiś pogromca. Od 1825r. było ich coraz więcej. Jak na złość, w Londynie powstało ich stowarzyszenie. Mieściło się kilka przecznic dalej. Wpadła na pewien pomysł i od razu go zrealizowała. Podeszła do jakiegoś chłopaka i użyła uroku, który doskonale opanowała. Była mistrzynią manipulacji. Poprosiła biedaka o to, aby pokazał jej gdzie jest najbliżej toaleta. Świetnie wiedziała o jej położeniu, dlatego wybrała właśnie ten obiekt. Oczarowany młodzieniec wszedł w ciasną uliczkę i pokazał jej WC. Wtedy Anna zrobiła to, co musiała. Po kilku sekundach miała przed sobą trupa.
-Nawet smaczny byłeś, kotku.-Szepnęła i odeszła. Jednak, gdy uciekała z miejsca zabójstwa ktoś rzucił się na nią. Z łatwością go odepchnęła i skręciła mu kark. Z paskudnym uśmieszkiem na twarzy wytarła zakrwawione ręce o jedwabną chusteczkę. Walka z jednym człowiekiem nie sprawiała jej najmniejszych trudności. ''Chwila. . . oni nigdy nie walczą z naszymi pojedynczo''-pomyślała. Sekundę później już leżała na ziemi obezwładniona przez 3 pogromców. Wtedy podszedł do niej wysoki i umięśniony młody brunet. Musiał być przywódcą tego polowania. Podszedł do Anny i wbił jej drewniany kołek w brzuch. Wtedy dziewczyna krzyknęła. Drewno było bardzo niebezpieczne dla wampirów.
-Nie ładnie tak manipulować uczuciami chłopaków i jeszcze wgryzać im się w żyły. Oj niegrzeczna dziewczynka.-Odezwał się przywódca i kopnął obolałe ciało Anny, a ta znów krzyknęła z bólu. Później spróbowała zawarczeć. Nie udało jej się to. Z jej gardła wydobył się tylko niewyraźny bełkot. Pogromcy zaczęli się śmiać i wbijać w nią drzazgi. Chciała umrzeć. Wolała śmierć od tak strasznego bólu. Zabiła człowieka. Pierwszy raz w swoim życiu. Czuła się okropnie. Bolało ją wszystko. Ciało i dusza. . . o ile ją miała. Z jej oczu kapały na zimną ziemię łzy. Nagle zachciało jej się spać. Przymknęła oczy i uśmiechnęła się. Umierała, a była już martwa. To nawet było przyjemne. Najważniejsze, że już nie bolało. Tylko to ją wcześniej martwiło. Ujrzała twarz anioła. . . jednak trafiła do nieba. . . Usłyszała głos. Ktoś wołał, chyba do niej. To ona nazywa się Anna? W jej głowie brzęczały różne słowa, wypowiadane przez jedną osobę.''Nie umieraj Anno, nie rób mi tego, wytrzymaj jeszcze chwilę''. Znała ten głos. Znała. Tylko nie wiedziała skąd. Spróbowała całkowicie otworzyć oczy. Znów zobaczyła twarz anioła. Tylko teraz była zdecydowanie wyraźniejsza i bardziej realna. Wpatrywała się przez chwilę w tą niebiańską istotę. Po chwili przeniosła swoje błękitne oczy na niebo. Południe. Słońce bardzo mocno świeciło. Oślepił ją jego blask. Spuściła wzrok. Zobaczyła kościół, do którego przychodziła co niedzielę. Wiązała z nim wiele wspomnień. Teraz zdołała przywołać tylko jedno. Pogrzeb swojego towarzysza Benjamina. Zabili go ci okrutni pogromcy wampirów. Tak jak ją. Może wkrótce spotka swojego przyjaciela? Może on tez trafił do nieba? I czemu tamten kościół był w niebie? Nie rozumiała wielu rzeczy. Z tych rozważań wytrącił ją ból. Jej żyły znów płonęły. Zapadła ciemność. . .
__________________
http://www.youtube.com/watch?v=N4oXGUog4bY
Piosenka kolegi^^
Bardzo dużo się tu zmieniło. Ulice, domy i inne budynki są całkiem inne niż w XIX wieku. Telewizory, komórki, komputery, a przede wszystkim internet teraz były codziennością dla każdego mieszkańca Londynu. Nie tylko otoczenie się zmieniło. Również ludzie stali się bardziej nowocześni. Anna doskonale znała ten nowy świat. Jako uczennica ostatniej klasy liceum najwięcej wiedziała o życiu dzisiejszej młodzieży. Większość jej koleżanek już dawno miała za sobą swój ''pierwszy raz''. Dawniej seks przed ślubem był czymś strasznym. . . wstydem dla dziewczyny, a chwalenie się tym było więcej niż nietaktowne. To co robiły czasami nawet młodsze od Anny dziewczyny bolało wampirzycę. Może i była staroświecka, ale za to miała jeszcze swoją cnotę pomimo, że żyła już około 200 lat. Poczuła głód. Nie, nie zabolał jej brzuch ani nic w tym rodzaju. Spragnione wampiry pieką kły. Musiała się napić. Ruszyła w kierunku szpitala. Spojrzała na zegarek. ''Cholera''-zaklęła w myślach. Miała jeszcze tylko pięć minut na posilenie się i dotarcie do szkoły. Rozejrzała się wokół siebie. Na ulicy było pełno ludzi. ''Nie dobrze''-pomyślała. Nie miała szans, aby pobiec w swoim, nadludzko szybkim tempie przy tylu śmiertelnikach. Mógłby być pośród nich jakiś pogromca. Od 1825r. było ich coraz więcej. Jak na złość, w Londynie powstało ich stowarzyszenie. Mieściło się kilka przecznic dalej. Wpadła na pewien pomysł i od razu go zrealizowała. Podeszła do jakiegoś chłopaka i użyła uroku, który doskonale opanowała. Była mistrzynią manipulacji. Poprosiła biedaka o to, aby pokazał jej gdzie jest najbliżej toaleta. Świetnie wiedziała o jej położeniu, dlatego wybrała właśnie ten obiekt. Oczarowany młodzieniec wszedł w ciasną uliczkę i pokazał jej WC. Wtedy Anna zrobiła to, co musiała. Po kilku sekundach miała przed sobą trupa.
-Nawet smaczny byłeś, kotku.-Szepnęła i odeszła. Jednak, gdy uciekała z miejsca zabójstwa ktoś rzucił się na nią. Z łatwością go odepchnęła i skręciła mu kark. Z paskudnym uśmieszkiem na twarzy wytarła zakrwawione ręce o jedwabną chusteczkę. Walka z jednym człowiekiem nie sprawiała jej najmniejszych trudności. ''Chwila. . . oni nigdy nie walczą z naszymi pojedynczo''-pomyślała. Sekundę później już leżała na ziemi obezwładniona przez 3 pogromców. Wtedy podszedł do niej wysoki i umięśniony młody brunet. Musiał być przywódcą tego polowania. Podszedł do Anny i wbił jej drewniany kołek w brzuch. Wtedy dziewczyna krzyknęła. Drewno było bardzo niebezpieczne dla wampirów.
-Nie ładnie tak manipulować uczuciami chłopaków i jeszcze wgryzać im się w żyły. Oj niegrzeczna dziewczynka.-Odezwał się przywódca i kopnął obolałe ciało Anny, a ta znów krzyknęła z bólu. Później spróbowała zawarczeć. Nie udało jej się to. Z jej gardła wydobył się tylko niewyraźny bełkot. Pogromcy zaczęli się śmiać i wbijać w nią drzazgi. Chciała umrzeć. Wolała śmierć od tak strasznego bólu. Zabiła człowieka. Pierwszy raz w swoim życiu. Czuła się okropnie. Bolało ją wszystko. Ciało i dusza. . . o ile ją miała. Z jej oczu kapały na zimną ziemię łzy. Nagle zachciało jej się spać. Przymknęła oczy i uśmiechnęła się. Umierała, a była już martwa. To nawet było przyjemne. Najważniejsze, że już nie bolało. Tylko to ją wcześniej martwiło. Ujrzała twarz anioła. . . jednak trafiła do nieba. . . Usłyszała głos. Ktoś wołał, chyba do niej. To ona nazywa się Anna? W jej głowie brzęczały różne słowa, wypowiadane przez jedną osobę.''Nie umieraj Anno, nie rób mi tego, wytrzymaj jeszcze chwilę''. Znała ten głos. Znała. Tylko nie wiedziała skąd. Spróbowała całkowicie otworzyć oczy. Znów zobaczyła twarz anioła. Tylko teraz była zdecydowanie wyraźniejsza i bardziej realna. Wpatrywała się przez chwilę w tą niebiańską istotę. Po chwili przeniosła swoje błękitne oczy na niebo. Południe. Słońce bardzo mocno świeciło. Oślepił ją jego blask. Spuściła wzrok. Zobaczyła kościół, do którego przychodziła co niedzielę. Wiązała z nim wiele wspomnień. Teraz zdołała przywołać tylko jedno. Pogrzeb swojego towarzysza Benjamina. Zabili go ci okrutni pogromcy wampirów. Tak jak ją. Może wkrótce spotka swojego przyjaciela? Może on tez trafił do nieba? I czemu tamten kościół był w niebie? Nie rozumiała wielu rzeczy. Z tych rozważań wytrącił ją ból. Jej żyły znów płonęły. Zapadła ciemność. . .
__________________
http://www.youtube.com/watch?v=N4oXGUog4bY
Piosenka kolegi^^
środa, 13 kwietnia 2011
Prolog
Londyn, 1825 rok
Było ciemno i zimno. Ulica po zmroku stawała się jeszcze bardziej przerażająca niż w ciągu dnia. Może dlatego, że większość mieszkańców Londynu już dawno poszła spać,a pod ścianami obskurnych kamienic działy się straszne rzeczy. XIX wiek był jeszcze czasem, w którym wampiry nie przejmowały się tym, czy ktoś zauważy ich prawdziwą naturę. Były niezniszczalne. Nikt jeszcze nie znał ani jednej metody pozbycia się tych najokropniejszych zabójców na świecie, jakimi były dzieci nocy. Jeśli ktoś spotkał wampira wiadomo było, że nie wyjdzie z tego żywy. Wtedy stawał się przekąską, lub zmieniano go w żądnego krwi potwora. Niektórzy później próbowali żyć jak przed przemianą, ale to naprawdę nieliczne przypadki. Potrzeba było setek lat, aby krew nie była tak strasznie pożądana przez wampira. To udało się Benjaminowi. Już od 800 lat potrafił normalnie żyć pośród ludzi. Żywił się tylko krwią w woreczkach i krwią obłąkanych. Jednak wystarczyła jedna noc, żeby lata bardzo ciężkiego treningu nad samym sobą poszły na marne. Jedna głupia dziewczyna wywróciła jego życie do góry nogami. Nazywała się Anna. Była niesamowicie piękna. Pochodziła z bogatej, szanującej się rodziny. To było widać po jej ubiorze, makijażu, fryzurze i ruchach. Dziewczyna poruszała się z wielką gracją. Zapach jej krwi najbardziej zdradzał jej korzenie. Pachniała tak słodko...Benjamin wiedział, że się nie powstrzyma przed mordem, ale gdy odejdzie dziewczyna zostanie tu sama z resztą bardziej brutalnych wampirów. Nie mógł na to pozwolić. Podszedł do Anny i od razu poznał jej myśli. Wystarczyło, że znajdzie się bardzo blisko jakiejś osoby i już wiedział o niej wszystko. Nie miał na to wpływu, co pogarszało sprawę. Nie miał ochoty wysłuchiwać najskrytszych sekretów różnych ludzi, ale myśli Anny były takie niewinne, takie czyste. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna go tak nie interesowała. Nie czekał już dłużej i odezwał się do dziewczyny:
-Dobry wieczór śliczna pani.-Ukłonił się lekko przed dziewczyną. Tak nakazywały zwyczaje.- Co taka piękna kobieta robi w tak niebezpiecznej części Londynu sama?
-Dobry wieczór. Pomyliłam ulice.-Odpowiedziała przestraszona Anna.
-Może odprowadzę panią do domu? Nie mogę pozwolić, żeby pani coś się stało.
-Dobrze. Bardzo panu dziękuję.
Wtedy dziewczyna podała mu swój adres. Szedł obok niej cały czas powstrzymując swój instynkt zabójcy. Nagle mocniej zawiał wiatr, a w kierunku Benjamina poleciał cudowny zapach Anny. To obudziło w nim mordercę. Wepchnął dziewczynę w ciemny zaułek i tam wgryzł się w jej szyje. Krew dziewczyny była jeszcze bardziej smaczna niż się tego spodziewał. Przez kilka minut łapczywie spożywał Annę. Jednak coś się w nim ruszyło. Przecież nie chciał tego dla niej. Zabrał ją tutaj, bo chciał ją ocalić przed innymi dziećmi nocy. A teraz? Sam nie był od nich lepszy. Musiał przestać. To było dla niego strasznie trudne, wręcz nieosiągalne, ale odszukał w sobie tego dobrego, młodego mężczyznę, którym był ponad 800 lat temu. Udało mu się, Nie zabił jej. Jednak do jej krwi przedostało się zbyt dużo jadu. Benjamin był już pewien, że Anna stanie się taka jak on. Co on jej zrobił? Popełnił jeszcze większy grzech niż zabicie jej. Odebrał Bogu anioła, jakim miała kiedyś dla niego być. Oddał ją szatanowi. Wzmocnił jego szeregi o tak cenną duszę. Nic już nie może zrobić. Nie. . .może. . .może jej pomóc w jej ''życiu''. Teraz, gdy zamienił je w koszmar. Podniósł jej zakrwawione ciało i zarzucił je na plecy. Wyszedł z zaułka i najszybciej jak umiał pobiegł do swojego pałacu, jaki posiadał każdy szanujący się wampir. Kiedy już tam dotarł ułożył Annę na najlepszym łożu w swojej siedzibie. Zawołał swoje służące i kazał im przynieść swoją skrzynię z wampirzymi lekami. Dał jej jakieś zioła i opadł na krzesło, które stało przy łóżku. Mijały minuty, godziny, dni. Dopiero po tygodniu Anna obudziła się. Przemiana sprawiła, że stała się piękniejsza niż była. Jej myśli nie były już tak czyste. W głowie dziewczyny dudniło tylko jedno słowo ''krew''. To jej teraz było potrzebne najbardziej. Podał jej woreczek z czerwonym płynem. Pochłonęła jego zawartość w kilka sekund. Teraz była jak pisklę. Ciągle głodna. Nudne życie Benjamina zmieniło się. Teraz cały dzień i całą noc spędzał na zdobywaniu krwi dla swojej towarzyszki. Nie widział już w niej tamtej dziewczyny. Pomyślał, że on też kiedyś taki był. Skrzywił się. Jemu pomógł Dymitr-wampir z Rosji. Teraz przez jego głowę przemknęła jeszcze jedna myśl. ''Co z nowonarodzonymi, którzy nie mieli opiekuna? Pewnie szybko kończyli nowe życie. Nikt nie powiedział im o prawach panujących w tym strasznym świecie. Taj, wampiry mają prawa. Wydaje się to być śmieszne, ale jest to prawdą. Ta rasa ma najsurowsze prawa pośród wszystkich ras. '' Nagle z rozmyślań wyrwało go coś dziwnego. . . coś czego się nie spodziewał. Anna przestała pić krew i odezwała się do niego. ''Muszę jej teraz powiedzieć co jej się stało''-pomyślał.
-Anno. Jestem wampirem. Ty też nim jesteś.-Powiedział nieśmiało. Młode wampiry były o wiele silniejsze od dorosłych i mogły ich bardzo szybko zabić.
-Jak to?-Zapytała.
-Wypiłem zbyt dużo twojej krwi.
-Ale co z moją rodzin?-Zadała mu pytanie jakiego się wcale nie spodziewał.
-Nie zobaczysz ich już. Mogłabyś ich zabić. Jesteś bardziej wrażliwa na zapach krwi niż starszy wampir.-Powiedział jej to najdelikatniej jak umiał. Miękki ton jego głosu wcale nie powstrzymał łez.
-Czy ja przez całe życie nie będę się spotykać z ludźmi?-Zapytała nadal łkając.
-Za jakieś 200 lat będziesz mogła.
-To strasznie długo. Ja żyję tylko 18, a ten czas bardzo wolno płynął.
-Tak, ale teraz jesteś wampirem. Jesteś nieśmiertelna. Czas będzie płynął zdecydowanie szybciej.
-Aha. To dobrze. A co będę pić, jeśli nie ludzką krew?
-Ludzką krew. Tylko taką z woreczków, albo krew oddawaną przez obłąkanych. W ten sposób nawet pomagamy takim ludziom, bo nasz jad jest lekarstwem.
-Chyba nie będzie tak źle.
-Nie jest źle. Tylko ta krew. . .ale nieśmiertelność jest za jej picie nagrodą. Jest jeszcze coś, o czym powinnaś wiedzieć. My też mamy swoje prawa. Surowe prawa. Nie możemy dopuścić, żeby śmiertelnik, który nas zobaczy wyszedł ze spotkania żywy. Nawet za najmniejsze przewinienie są stosowane straszne kary.
-Nie brzmi to dobrze,
-I tak nie wygląda. Są też pogromcy wampirów, którzy chcą nas zgładzić. Jest ich bardzo niewielu. Zaledwie pięciu. Teraz może nawet już czterech, albo mniej. Są jedynymi ludźmi, którzy znają sprawdzone metody na zabicie nas. W Londynie raczej nie ma pogromców. Najczęściej pracują w Azji, gdzie przebywa najwięcej naszych braci i sióstr.
-Aha.
-Nie wychodź na słońce. To cię zabije. Drewno też jest niebezpieczne. Nie mów tego nikomu. Chyba nie chcesz dać swoim wrogom wskazówki jak cię zabić?
-Nie.
-Mam do ciebie pytanie.
-Jakie?
-Czy chcesz pozostać ze mną, czy wolisz być sama?
-Z tobą. Mam nadzieję, że nie będę ci przeszkadzać.
-Nie. Twoje towarzystwo mi się przyda.
-Okey.
-Odpocznij, a ja pójdę po krew do szpitala.
-Dobrze.
I odszedł. Zastanawiało go to, czy Anna będzie mogła się powstrzymywać tak jak on. Miał nadzieję, że tak. Nie chciał, żeby zamieniła się w maszynę do zabijania.
Było ciemno i zimno. Ulica po zmroku stawała się jeszcze bardziej przerażająca niż w ciągu dnia. Może dlatego, że większość mieszkańców Londynu już dawno poszła spać,a pod ścianami obskurnych kamienic działy się straszne rzeczy. XIX wiek był jeszcze czasem, w którym wampiry nie przejmowały się tym, czy ktoś zauważy ich prawdziwą naturę. Były niezniszczalne. Nikt jeszcze nie znał ani jednej metody pozbycia się tych najokropniejszych zabójców na świecie, jakimi były dzieci nocy. Jeśli ktoś spotkał wampira wiadomo było, że nie wyjdzie z tego żywy. Wtedy stawał się przekąską, lub zmieniano go w żądnego krwi potwora. Niektórzy później próbowali żyć jak przed przemianą, ale to naprawdę nieliczne przypadki. Potrzeba było setek lat, aby krew nie była tak strasznie pożądana przez wampira. To udało się Benjaminowi. Już od 800 lat potrafił normalnie żyć pośród ludzi. Żywił się tylko krwią w woreczkach i krwią obłąkanych. Jednak wystarczyła jedna noc, żeby lata bardzo ciężkiego treningu nad samym sobą poszły na marne. Jedna głupia dziewczyna wywróciła jego życie do góry nogami. Nazywała się Anna. Była niesamowicie piękna. Pochodziła z bogatej, szanującej się rodziny. To było widać po jej ubiorze, makijażu, fryzurze i ruchach. Dziewczyna poruszała się z wielką gracją. Zapach jej krwi najbardziej zdradzał jej korzenie. Pachniała tak słodko...Benjamin wiedział, że się nie powstrzyma przed mordem, ale gdy odejdzie dziewczyna zostanie tu sama z resztą bardziej brutalnych wampirów. Nie mógł na to pozwolić. Podszedł do Anny i od razu poznał jej myśli. Wystarczyło, że znajdzie się bardzo blisko jakiejś osoby i już wiedział o niej wszystko. Nie miał na to wpływu, co pogarszało sprawę. Nie miał ochoty wysłuchiwać najskrytszych sekretów różnych ludzi, ale myśli Anny były takie niewinne, takie czyste. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna go tak nie interesowała. Nie czekał już dłużej i odezwał się do dziewczyny:
-Dobry wieczór śliczna pani.-Ukłonił się lekko przed dziewczyną. Tak nakazywały zwyczaje.- Co taka piękna kobieta robi w tak niebezpiecznej części Londynu sama?
-Dobry wieczór. Pomyliłam ulice.-Odpowiedziała przestraszona Anna.
-Może odprowadzę panią do domu? Nie mogę pozwolić, żeby pani coś się stało.
-Dobrze. Bardzo panu dziękuję.
Wtedy dziewczyna podała mu swój adres. Szedł obok niej cały czas powstrzymując swój instynkt zabójcy. Nagle mocniej zawiał wiatr, a w kierunku Benjamina poleciał cudowny zapach Anny. To obudziło w nim mordercę. Wepchnął dziewczynę w ciemny zaułek i tam wgryzł się w jej szyje. Krew dziewczyny była jeszcze bardziej smaczna niż się tego spodziewał. Przez kilka minut łapczywie spożywał Annę. Jednak coś się w nim ruszyło. Przecież nie chciał tego dla niej. Zabrał ją tutaj, bo chciał ją ocalić przed innymi dziećmi nocy. A teraz? Sam nie był od nich lepszy. Musiał przestać. To było dla niego strasznie trudne, wręcz nieosiągalne, ale odszukał w sobie tego dobrego, młodego mężczyznę, którym był ponad 800 lat temu. Udało mu się, Nie zabił jej. Jednak do jej krwi przedostało się zbyt dużo jadu. Benjamin był już pewien, że Anna stanie się taka jak on. Co on jej zrobił? Popełnił jeszcze większy grzech niż zabicie jej. Odebrał Bogu anioła, jakim miała kiedyś dla niego być. Oddał ją szatanowi. Wzmocnił jego szeregi o tak cenną duszę. Nic już nie może zrobić. Nie. . .może. . .może jej pomóc w jej ''życiu''. Teraz, gdy zamienił je w koszmar. Podniósł jej zakrwawione ciało i zarzucił je na plecy. Wyszedł z zaułka i najszybciej jak umiał pobiegł do swojego pałacu, jaki posiadał każdy szanujący się wampir. Kiedy już tam dotarł ułożył Annę na najlepszym łożu w swojej siedzibie. Zawołał swoje służące i kazał im przynieść swoją skrzynię z wampirzymi lekami. Dał jej jakieś zioła i opadł na krzesło, które stało przy łóżku. Mijały minuty, godziny, dni. Dopiero po tygodniu Anna obudziła się. Przemiana sprawiła, że stała się piękniejsza niż była. Jej myśli nie były już tak czyste. W głowie dziewczyny dudniło tylko jedno słowo ''krew''. To jej teraz było potrzebne najbardziej. Podał jej woreczek z czerwonym płynem. Pochłonęła jego zawartość w kilka sekund. Teraz była jak pisklę. Ciągle głodna. Nudne życie Benjamina zmieniło się. Teraz cały dzień i całą noc spędzał na zdobywaniu krwi dla swojej towarzyszki. Nie widział już w niej tamtej dziewczyny. Pomyślał, że on też kiedyś taki był. Skrzywił się. Jemu pomógł Dymitr-wampir z Rosji. Teraz przez jego głowę przemknęła jeszcze jedna myśl. ''Co z nowonarodzonymi, którzy nie mieli opiekuna? Pewnie szybko kończyli nowe życie. Nikt nie powiedział im o prawach panujących w tym strasznym świecie. Taj, wampiry mają prawa. Wydaje się to być śmieszne, ale jest to prawdą. Ta rasa ma najsurowsze prawa pośród wszystkich ras. '' Nagle z rozmyślań wyrwało go coś dziwnego. . . coś czego się nie spodziewał. Anna przestała pić krew i odezwała się do niego. ''Muszę jej teraz powiedzieć co jej się stało''-pomyślał.
-Anno. Jestem wampirem. Ty też nim jesteś.-Powiedział nieśmiało. Młode wampiry były o wiele silniejsze od dorosłych i mogły ich bardzo szybko zabić.
-Jak to?-Zapytała.
-Wypiłem zbyt dużo twojej krwi.
-Ale co z moją rodzin?-Zadała mu pytanie jakiego się wcale nie spodziewał.
-Nie zobaczysz ich już. Mogłabyś ich zabić. Jesteś bardziej wrażliwa na zapach krwi niż starszy wampir.-Powiedział jej to najdelikatniej jak umiał. Miękki ton jego głosu wcale nie powstrzymał łez.
-Czy ja przez całe życie nie będę się spotykać z ludźmi?-Zapytała nadal łkając.
-Za jakieś 200 lat będziesz mogła.
-To strasznie długo. Ja żyję tylko 18, a ten czas bardzo wolno płynął.
-Tak, ale teraz jesteś wampirem. Jesteś nieśmiertelna. Czas będzie płynął zdecydowanie szybciej.
-Aha. To dobrze. A co będę pić, jeśli nie ludzką krew?
-Ludzką krew. Tylko taką z woreczków, albo krew oddawaną przez obłąkanych. W ten sposób nawet pomagamy takim ludziom, bo nasz jad jest lekarstwem.
-Chyba nie będzie tak źle.
-Nie jest źle. Tylko ta krew. . .ale nieśmiertelność jest za jej picie nagrodą. Jest jeszcze coś, o czym powinnaś wiedzieć. My też mamy swoje prawa. Surowe prawa. Nie możemy dopuścić, żeby śmiertelnik, który nas zobaczy wyszedł ze spotkania żywy. Nawet za najmniejsze przewinienie są stosowane straszne kary.
-Nie brzmi to dobrze,
-I tak nie wygląda. Są też pogromcy wampirów, którzy chcą nas zgładzić. Jest ich bardzo niewielu. Zaledwie pięciu. Teraz może nawet już czterech, albo mniej. Są jedynymi ludźmi, którzy znają sprawdzone metody na zabicie nas. W Londynie raczej nie ma pogromców. Najczęściej pracują w Azji, gdzie przebywa najwięcej naszych braci i sióstr.
-Aha.
-Nie wychodź na słońce. To cię zabije. Drewno też jest niebezpieczne. Nie mów tego nikomu. Chyba nie chcesz dać swoim wrogom wskazówki jak cię zabić?
-Nie.
-Mam do ciebie pytanie.
-Jakie?
-Czy chcesz pozostać ze mną, czy wolisz być sama?
-Z tobą. Mam nadzieję, że nie będę ci przeszkadzać.
-Nie. Twoje towarzystwo mi się przyda.
-Okey.
-Odpocznij, a ja pójdę po krew do szpitala.
-Dobrze.
I odszedł. Zastanawiało go to, czy Anna będzie mogła się powstrzymywać tak jak on. Miał nadzieję, że tak. Nie chciał, żeby zamieniła się w maszynę do zabijania.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)