Londyn, 1825 rok
Było ciemno i zimno. Ulica po zmroku stawała się jeszcze bardziej przerażająca niż w ciągu dnia. Może dlatego, że większość mieszkańców Londynu już dawno poszła spać,a pod ścianami obskurnych kamienic działy się straszne rzeczy. XIX wiek był jeszcze czasem, w którym wampiry nie przejmowały się tym, czy ktoś zauważy ich prawdziwą naturę. Były niezniszczalne. Nikt jeszcze nie znał ani jednej metody pozbycia się tych najokropniejszych zabójców na świecie, jakimi były dzieci nocy. Jeśli ktoś spotkał wampira wiadomo było, że nie wyjdzie z tego żywy. Wtedy stawał się przekąską, lub zmieniano go w żądnego krwi potwora. Niektórzy później próbowali żyć jak przed przemianą, ale to naprawdę nieliczne przypadki. Potrzeba było setek lat, aby krew nie była tak strasznie pożądana przez wampira. To udało się Benjaminowi. Już od 800 lat potrafił normalnie żyć pośród ludzi. Żywił się tylko krwią w woreczkach i krwią obłąkanych. Jednak wystarczyła jedna noc, żeby lata bardzo ciężkiego treningu nad samym sobą poszły na marne. Jedna głupia dziewczyna wywróciła jego życie do góry nogami. Nazywała się Anna. Była niesamowicie piękna. Pochodziła z bogatej, szanującej się rodziny. To było widać po jej ubiorze, makijażu, fryzurze i ruchach. Dziewczyna poruszała się z wielką gracją. Zapach jej krwi najbardziej zdradzał jej korzenie. Pachniała tak słodko...Benjamin wiedział, że się nie powstrzyma przed mordem, ale gdy odejdzie dziewczyna zostanie tu sama z resztą bardziej brutalnych wampirów. Nie mógł na to pozwolić. Podszedł do Anny i od razu poznał jej myśli. Wystarczyło, że znajdzie się bardzo blisko jakiejś osoby i już wiedział o niej wszystko. Nie miał na to wpływu, co pogarszało sprawę. Nie miał ochoty wysłuchiwać najskrytszych sekretów różnych ludzi, ale myśli Anny były takie niewinne, takie czyste. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna go tak nie interesowała. Nie czekał już dłużej i odezwał się do dziewczyny:
-Dobry wieczór śliczna pani.-Ukłonił się lekko przed dziewczyną. Tak nakazywały zwyczaje.- Co taka piękna kobieta robi w tak niebezpiecznej części Londynu sama?
-Dobry wieczór. Pomyliłam ulice.-Odpowiedziała przestraszona Anna.
-Może odprowadzę panią do domu? Nie mogę pozwolić, żeby pani coś się stało.
-Dobrze. Bardzo panu dziękuję.
Wtedy dziewczyna podała mu swój adres. Szedł obok niej cały czas powstrzymując swój instynkt zabójcy. Nagle mocniej zawiał wiatr, a w kierunku Benjamina poleciał cudowny zapach Anny. To obudziło w nim mordercę. Wepchnął dziewczynę w ciemny zaułek i tam wgryzł się w jej szyje. Krew dziewczyny była jeszcze bardziej smaczna niż się tego spodziewał. Przez kilka minut łapczywie spożywał Annę. Jednak coś się w nim ruszyło. Przecież nie chciał tego dla niej. Zabrał ją tutaj, bo chciał ją ocalić przed innymi dziećmi nocy. A teraz? Sam nie był od nich lepszy. Musiał przestać. To było dla niego strasznie trudne, wręcz nieosiągalne, ale odszukał w sobie tego dobrego, młodego mężczyznę, którym był ponad 800 lat temu. Udało mu się, Nie zabił jej. Jednak do jej krwi przedostało się zbyt dużo jadu. Benjamin był już pewien, że Anna stanie się taka jak on. Co on jej zrobił? Popełnił jeszcze większy grzech niż zabicie jej. Odebrał Bogu anioła, jakim miała kiedyś dla niego być. Oddał ją szatanowi. Wzmocnił jego szeregi o tak cenną duszę. Nic już nie może zrobić. Nie. . .może. . .może jej pomóc w jej ''życiu''. Teraz, gdy zamienił je w koszmar. Podniósł jej zakrwawione ciało i zarzucił je na plecy. Wyszedł z zaułka i najszybciej jak umiał pobiegł do swojego pałacu, jaki posiadał każdy szanujący się wampir. Kiedy już tam dotarł ułożył Annę na najlepszym łożu w swojej siedzibie. Zawołał swoje służące i kazał im przynieść swoją skrzynię z wampirzymi lekami. Dał jej jakieś zioła i opadł na krzesło, które stało przy łóżku. Mijały minuty, godziny, dni. Dopiero po tygodniu Anna obudziła się. Przemiana sprawiła, że stała się piękniejsza niż była. Jej myśli nie były już tak czyste. W głowie dziewczyny dudniło tylko jedno słowo ''krew''. To jej teraz było potrzebne najbardziej. Podał jej woreczek z czerwonym płynem. Pochłonęła jego zawartość w kilka sekund. Teraz była jak pisklę. Ciągle głodna. Nudne życie Benjamina zmieniło się. Teraz cały dzień i całą noc spędzał na zdobywaniu krwi dla swojej towarzyszki. Nie widział już w niej tamtej dziewczyny. Pomyślał, że on też kiedyś taki był. Skrzywił się. Jemu pomógł Dymitr-wampir z Rosji. Teraz przez jego głowę przemknęła jeszcze jedna myśl. ''Co z nowonarodzonymi, którzy nie mieli opiekuna? Pewnie szybko kończyli nowe życie. Nikt nie powiedział im o prawach panujących w tym strasznym świecie. Taj, wampiry mają prawa. Wydaje się to być śmieszne, ale jest to prawdą. Ta rasa ma najsurowsze prawa pośród wszystkich ras. '' Nagle z rozmyślań wyrwało go coś dziwnego. . . coś czego się nie spodziewał. Anna przestała pić krew i odezwała się do niego. ''Muszę jej teraz powiedzieć co jej się stało''-pomyślał.
-Anno. Jestem wampirem. Ty też nim jesteś.-Powiedział nieśmiało. Młode wampiry były o wiele silniejsze od dorosłych i mogły ich bardzo szybko zabić.
-Jak to?-Zapytała.
-Wypiłem zbyt dużo twojej krwi.
-Ale co z moją rodzin?-Zadała mu pytanie jakiego się wcale nie spodziewał.
-Nie zobaczysz ich już. Mogłabyś ich zabić. Jesteś bardziej wrażliwa na zapach krwi niż starszy wampir.-Powiedział jej to najdelikatniej jak umiał. Miękki ton jego głosu wcale nie powstrzymał łez.
-Czy ja przez całe życie nie będę się spotykać z ludźmi?-Zapytała nadal łkając.
-Za jakieś 200 lat będziesz mogła.
-To strasznie długo. Ja żyję tylko 18, a ten czas bardzo wolno płynął.
-Tak, ale teraz jesteś wampirem. Jesteś nieśmiertelna. Czas będzie płynął zdecydowanie szybciej.
-Aha. To dobrze. A co będę pić, jeśli nie ludzką krew?
-Ludzką krew. Tylko taką z woreczków, albo krew oddawaną przez obłąkanych. W ten sposób nawet pomagamy takim ludziom, bo nasz jad jest lekarstwem.
-Chyba nie będzie tak źle.
-Nie jest źle. Tylko ta krew. . .ale nieśmiertelność jest za jej picie nagrodą. Jest jeszcze coś, o czym powinnaś wiedzieć. My też mamy swoje prawa. Surowe prawa. Nie możemy dopuścić, żeby śmiertelnik, który nas zobaczy wyszedł ze spotkania żywy. Nawet za najmniejsze przewinienie są stosowane straszne kary.
-Nie brzmi to dobrze,
-I tak nie wygląda. Są też pogromcy wampirów, którzy chcą nas zgładzić. Jest ich bardzo niewielu. Zaledwie pięciu. Teraz może nawet już czterech, albo mniej. Są jedynymi ludźmi, którzy znają sprawdzone metody na zabicie nas. W Londynie raczej nie ma pogromców. Najczęściej pracują w Azji, gdzie przebywa najwięcej naszych braci i sióstr.
-Aha.
-Nie wychodź na słońce. To cię zabije. Drewno też jest niebezpieczne. Nie mów tego nikomu. Chyba nie chcesz dać swoim wrogom wskazówki jak cię zabić?
-Nie.
-Mam do ciebie pytanie.
-Jakie?
-Czy chcesz pozostać ze mną, czy wolisz być sama?
-Z tobą. Mam nadzieję, że nie będę ci przeszkadzać.
-Nie. Twoje towarzystwo mi się przyda.
-Okey.
-Odpocznij, a ja pójdę po krew do szpitala.
-Dobrze.
I odszedł. Zastanawiało go to, czy Anna będzie mogła się powstrzymywać tak jak on. Miał nadzieję, że tak. Nie chciał, żeby zamieniła się w maszynę do zabijania.
Fajnie się czyta...Pozdro:)
OdpowiedzUsuńWspaniały blog. Zapraszam do mnię :)
OdpowiedzUsuńboskie te opowiadanie. :)
OdpowiedzUsuńżeby nie było tu : by happy ♥ . z zapytaj ;)
Boosko ;D Pzdr ;* Thx za komencik ♥
OdpowiedzUsuńświetny blog. i bardzo ciekawy. będę cię odwiedzać ;) ;*
OdpowiedzUsuńSuper blog! Pozdrawiam ;-))
OdpowiedzUsuńbardzo ciekawie się zapowiada ;p etc
OdpowiedzUsuńNaprawdę super! Bardzo przyjemnie się czyta. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :)
OdpowiedzUsuńSuper blogas.!
OdpowiedzUsuńZapro na mojego: tina.blox.pl